[NICO]
-Raul nie mieszaj młodemu w głowie. - Zganił go Ricky - Wybacz mu.
-Ale nic się nie stało. - Powiedziałem posyłając obu chłopakom uśmiech.
-Tak jak wspominałem ci wcześniej - wskazał ręką piec. - Składamy Bogom ofiary. Każdy musi wrzucić do pieca coś ze swojego talerza. I tak przy każdym posiłku. Każdego dnia. Wiesz Bogów trzeba czcić. A i kiedy wrzucisz coś w płomienie to wszystko co mówisz stojąc przy piecu jest niesłyszalne dla innych. Możesz krzyczeć na cały głos, ale żadne z nas tu obecnych nie usłyszy żadnego dźwięku.
Zrobiłem więc jedną kanapkę więcej. Także w tym momencie na moim talerzu znajdowały się trzy bułki, a każda przekrojona na pół. Dobrze że talerze były duże przynajmniej wszystko się mieściło. Dwie kanapki zrobiłem z serem. Dwie z salami. I dwie z szynką i ogórkiem kiszonym i posmarowane sosem czosnkowym.
-Czas złożyć Hołd naszym Bogom. I podziękować za kolejny wspaniale rozpoczynający się dzień. - Powiedział Korin
-My pierwsi. - Powiedział mi na ucho Ricky.
Wszyscy wstali od naszego stołu i podchodząc do pieca, po kolei wrzucali coś w płomienie, mówiąc coś. W końcu przyszła moja kolej. Wrzuciłem w płomienie pół bułki z serem i pół bułki z salami i wyszeptałem cicho po mimo tego iż i tak nikt nie mógłby mnie usłyszeć.
-Dziękuję że nad nami czuwacie. Dziękuję Wam za to, że znalazłem się w tej Osadzie cały i zdrowy. Proszę powiedzcie mi kim jestem? Jakiego Boga lub Bogini krew płynie w moich żyłach. - Słowa te same mi się cisnęły na usta. To był niemal niesłyszalny szept. Ale wiem że Ricky który stał za mną nic nie słyszał. Oddaliłem się od pieca i z powrotem zająłem swoje miejsce obok Raula, po chwili Ricky znów siedział obok mnie i reszta mieszkańców naszego domku. Następnie wstały dzieciaki z drugiego domku i tak po kolei. Gdy ostatnie dzieciaki z ostatniego domku zajęły swoje miejsce Centaur podszedł do pieca ze swoim talerzem a za nim Satyrowie. Gdy wszyscy już wrócili na swoje miejsca odezwał się znów Korin.
-A zatem smacznego. Niech Bogowie mają was w swojej opiece. - I wszyscy zaczęli jeść. Reszta posiłku minęła mi na pogodnej rozmowie z Rickym.
Po skończonym śniadaniu Ricky pokazał mi resztę Osady Gamma. Pokazał mi pola uprawne dzieci Demeter, Łazienki których w całej Osadzie było dwanaście. Jedna znajdowała się przy każdym Polu Ćwiczebnym. A było ich pięć. Reszta była rozmieszczona na terenie między domkami. Jedno z Pól Ćwiczebnych to była duża łąka, na której mogliśmy ćwiczyć, znajdowały się tam również manekiny i tarcze strzelnicze. Pole Ćwiczebne numer Dwa to były różnego rodzaju ścianki wspinaczkowe. Na Trzecim Polu Ćwiczebnym znajdowały się różne Tory Przeszkód. Była to wielka łąka, jeszcze większa niż to Pierwsze Pole Ćwiczebne. Na tej łące było rozłożonych dziesięć różnym torów przeszkód. Czwarte Pole Ćwiczebne było nowoczesną wersją Pierwszego. To znajdowało się w szklanym budynku, które dzieliło się na czterdzieści kabin w której to jedna ze ścian była szklana, a pozostałe trzy ceglane i dodatkowo wzmocnione magią. W każdej z nich był panel na którym ustawiało się co się chce trenować i z jakim wrogiem. Po wyborze w pomieszczeniu pojawiały się pomarańczowe hologramy z którymi się walczyło. Pole Ćwiczebne numer Pięć znajdowało się w lesie pomiędzy pozostałymi czterema Polami Ćwiczebnymi, Kliniką, Patio i kilkoma Warsztatami. Więc przechodząc trzeba było uważać. W Osadzie znajdowały się również boiska do siatkówki, półki nożnej, koszykówki. Znajdowała się tu również Arena, na której odgrywają się pojedynki jeden na jednego na oczach tłumu. Było tu również wiele Warsztatów. Rzeźbiarstwo, Malarstwo, Majsterkowanie, Lepienie z gliny. Gra na instrumentach, Taniec, Śpiew, Historia Olimpu, Język Staro Grecki, Łacina, Włoski, Hiszpański, Francuski, Angielski, Podstawy walki, Sztuka przetrwania, tego uczyli tutaj, wszystko miało swój własny warsztat.. Nad każdym z tych zajęć czuwa i uczy nas Satyr. Dowiedziałem się jeszcze że za ścianą przy której siedzą Satyrowie i Dyrektor jest świetlica, są tam różne gry.
-Więc to już wszystko. - Powiedział Ricky gdy wracaliśmy do domku numer Jeden. - Tak jak mówiłem nie musisz chodzić na wszystkie zajęcia. Wybierz to co cię interesuje najbardziej i na tym się skup. Rozwiń najpierw jedną umiejętność, później drugą. Ale jak wolisz. Nikt do niczego cię zmuszać nie będzie. A i taką ciekawostkę ci powiem. Tak i tak prędzej czy później się dowiesz. Nie wszyscy Herosi są sobie równi. W większości z nas płynie krew jednego Boga. Ale zdarzają się tacy w których żyłach płynie krew dwóch, trzech, czterech Bogów. Bierze się to stąd że Półbogowie łączą się ze sobie. Na przykład córka Hefajstosa zakochuje się w synu Aresa. Pobierają się, później mają razem dziecko. Ale dziecko to ma wielką mac. W żyłach tego dziecka płynie krew Hefajstosa i Aresa. Jest dzieckiem dwojga Bogów zrodzonym przez Śmiertelników Półkrwi.
-Tu w Osadzie znajdują się takie osoby?
-W tej chwili nie. Pół roku temu wyjechali z misją. Niedługo pewnie wrócą i wtedy z powrotem dołączą do swoich domków.
-Ale nie pokazałeś mi ich.
-Gdy takie dziecko zostaje określone że ma dwóch Boskich rodziców ma prawo wybrać w którym chce mieszkać.
-Aha.
-Więc teraz oddaje cię w ręce Octaviana. Oprowadzi cię po naszym domku. - Powiedział wchodząc do środka naszego Domku. - Octavian! - Po chwili przy nas zjawił się Drużynowy. Był to chłopak o jasno brązowych włosach i zielonych oczach, których na pewno nie odziedziczył po ojcu. Ale za to z rys twarzy można było dostrzec podobieństwo do Hermesa.
-Chodź Nico oprowadzę cię. W domku znajduje się dwadzieścia sypialni. na dole sześć u góry czternaście. Twój pokój jest tu. - Otworzył drzwi do jednego pokoju na dole.
Znajdowały się tu trzy łóżka a przy każdym mała szafka nocna z szufladą u góry, drzwiczkami do szafki i półką na samym dole, trzy biurka i trzy komody. Nad każdym łóżkiem na ścianie wisiała półka. W pokoju również na ścianach zawieszone były cztery pochodnie. Na środku pokoju stała moja torba. Chłopak oprowadził mnie po innych pokojach i poznał ze wszystkimi.
-Tu mamy salon. - Powiedział gdy znów znaleźliśmy się na dole. Był wielki. Mniej więcej na środku były ustawione dwie kanapy pomiędzy którymi stał stolik, no w sumie były tam takie trzy zestawy, że się tak wyrażę. Pod ścianą przed kominkiem stała większa kanapa, a za nią znajdował się stolik. Rozglądając się po pomieszczeniu zauważyłem że na ścianach też wiszą pochodnie tu w salonie znajdowało się ich siedem. Octavian przeprowadził mnie przez salon i znów znaleźliśmy się w korytarzu. Wzdłuż korytarza również były ustawione na ścianie pochodnie były tu tylko trzy. Oczywiście wszystkie pochodnie były zgaszone, bo jest dzień. - Tam - wskazał drzwi na końcu korytarza. - jest mała toaleta, na górze w tym samym miejscu znajduje się druga. A tutaj - wskazał na inne tym razem dwu skrzydłowe drzwi - mamy kuchnie. No i to chyba tyle jeśli chodzi o nasz domek. Jeszcze tylko reguły. Nikt ci pewnie jeszcze o nich nie wspominał prawda?
-No.
-Dobra. To chodź usiądziemy sobie. - Wróciliśmy do salonu i zajęliśmy miejsce na kanapie - Więc, Z Osady nie można wychodzić, chyba że dostanie się pozwolenie od Korina. Zazwyczaj Osadę opuszczają osoby które wyruszają na misję. Lub ci którzy mają kochającą rodzinę tam na zewnątrz i chcieliby się z nimi spotkać, spędzić trochę czasu. Zabrania się agresji i bójek, po za areną, grami i ćwiczeniami. Nie wolno zaśmiecać Osady, śmieci wyrzucamy do śmietników, a nie w krzaki. Jest zakaz palenia. To tak z najważniejszych. Masz zegarek. - Dał mi go do ręki. - Przestrzegaj ustalonych godzin posiłków. O ósmej śniadanie. O trzynastej obiad. O osiemnastej kolacja. O dwudziestej ognisko, ale nie jest obowiązkowe, więc jeśli nie chcesz to nie musisz na nie iść. Tu masz jeszcze budzik. - Wręczył mi elektryczny budzik z dużymi czerwonymi cyframi. - Żebyś nie zaspał. Ale jeśli wolisz możesz ustawić sobie w zegarku budzik. - Uśmiechnął się do mnie. - Jakbyś miał jakieś problemy czy pytania, albo potrzebował pomocy to wal śmiało do mnie młody.
-Dzięki. - Założyłem sobie zegarek na lewy nadgarstek i ze stolika zabrałem mój budzik i udałem się do swojego pokoju. To co miałem to wypakowałem. Było tego niewiele więc po chwili leżałem na łóżku i się nudziłem
Jakie to dziwne. Jaki dziwny los mnie spotkał. Jeszcze wczoraj byłem zwykłym dzieciakiem z sierocińca. A dzisiaj jestem Herosem i mam jednego rodzica na pewno. W dodatku jest on Bogiem lub Boginią. Po prostu mam Boskiego rodzica. Ciekawe kogo?
Zacząłem doszukiwać się w sobie podobieństw do wszystkich Bogów. Żadnej nie znalazłem. Cóż nigdy nie byłem dobry w znajdź różnicę lub znajdź podobieństwo.
Tak więc ... właśnie leże na łóżku i rozmyślam nad tym co mnie ostatnio spotkało, a myślałem że już nigdy w życiu nic dobrego mnie nie spotka, a jednak. Trafiłem wczoraj na Ricky'ego, a raczej to on trafił na mnie. Nieważne. Ale po prostu gdyby nie on to wciąż bym był tak samo zagubiony i myślący o sobie tak jak wszyscy na około o mnie mówią. A tymczasem wszystko to co mówili nie jest prawdą. No prawda jestem inny. Ale nie nienormalny i psychiczny. Po prostu jestem Herosem. Ważną osobą dla Świata.
Ocknąłem się z zamyślenia, bo mój zegarek zaczął dzwonić. Za pięć trzynasta. Zamyśliłem się na ładnych parę godzin. Minus posiadania ADHD jest taki że potrafię odpłynąć myślami na długo. Jest to dobre tylko wtedy gdy mi się naprawdę nudzi, wtedy czas płynie mi szybko. No właśnie zapomniałem wcześniej wspomnieć. Każdy Heros ma ADHD jest to nasz atut są to naturalne odruchy bitewne. Dzięki nim możemy przeżyć w kryzysowej, beznadziejnej sytuacji, to może uratować nam życie podczas walki. A ja przez całe życie myślałem że to ADHD to najgorsze co mnie spotkało w życiu, a okazuje się że jest to coś najlepszego. Zapomniałbym Ricky również wspominał mi że co po niektórzy Herosi dostają dar od Bogów i mogą panować nad żywiołami. Ciekawe czy ja umiem?
No cóż trzeba by się ruszyć na obiad. Jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu. Wstałem z łóżka i wyszedłem z mojego pokoju, a następnie z domku i usiadłem przy stole Hermesa. Dzieciaki już się zbierały przy stole. Gdy zabrzmiał dźwięk rogu na Patio wszedł Korin. Przy śniadaniu musiałem nie usłyszeć tego dźwięku. Zajął on swoje miejsce a Nimfy przywołały zastawy na nasze stoły. Nałożyłem sobie Ziemniaki i polałem je ciemnym sosem grzybowym, wziąłem dwie pałki kurczaka i jakąś surówkę.
-Złóżmy Hołd Bogom. - Odezwał się Dyrektor. Wstałem od stołu i ustawiłem się za jakąś dziewczyną, Kolejka zeszła szybko. Przyszła moja kolej w ogień pieca wrzuciłem jedną pałkę i trochę ziemniaków z surówką.
-Dziękuję za danie mi szansy na lesze życie. Bądźcie pozdrowieni. Proszę powiedzcie mi od kogo jestem. - Powiedziałem i wróciłem na miejsce. Obiad minął w spokoju i dość szybko. Wstałem od stołu i opuściłem Patio, ruszyłem w stronę Domku numer Jeden.
-Dominic! - Ktoś zawołał, więc zatrzymałem się i odwróciłem. - Cześć. - Powiedział chłopak o rudych włosach i piwnych oczach. Mógł być starszy ode mnie o rok, może dwa. - Jestem Sensil. - Uśmiechnął się.
-Nico. - Powiedziałem i również się uśmiechnąłem.
-Chcesz z nami pograć? W siatkówkę.
-Z chęcią. - Powiedziałem i ruszyłem z chłopakiem na boisko.
-I jak się tu podoba?
-Jest super. Nigdy nie czułem się tak dobrze jak tu. Wreszcie znajduje się w miejscu do którego pasuje. I nie jestem najgorszą osobą. Bynajmniej tak mi się wydaje. Ale chodzi mi o to że nie jestem poniżany, wyzywany i nienawidzony. Na razie. Po prostu w końcu czuję się jak w domu. W domu którego nigdy nie miałem. Wychowałem się w sierocińcu. Zero rodziny. Zero przyjaciół. Zawsze byłem sam. W ciągu trzech lat wyleciałem z siedmiu szkół.
-Miałem podobnie do czasu aż dwa lata temu tu trafiłem. Też wychowywałem się w sierocińcu. Ci najsilniejsi, najbardziej wredni wyżywali się na mnie wyśmiewali. W szkole to samo. Na jednej wycieczce zauważyłem młodego Minotaura. Miał jakiś metr pięćdziesiąt wzrostu i dwa wielkie rogi. W ręku trzymał młot, ale wiesz taki bitewny. Stał sobie pośrodku parku na trawniku. Jeden chłopak z mojej klasy powiedział do mnie. "A ty co się tak patrzysz na tego kolesia? Zakochałeś się czy co?" A jego kumpel dodał "Wysoki brunet, starszy o jakieś siedem, osiem lat. Wolisz chłopców? W dodatku takich starszych?" Nie wiedziałem o co im chodzi. Oni widzieli szesnastolatka, a ja Minotaura. To było dziwne. Chłopaki poszli opowiedzieć newsa innym. A ja zwolniłem kroku i patrzyłem ciągle na niego. Wtedy ryknął i ruszył w moją stronę. Zaczął uciekać. Nie pobiegłem w stronę mojej klasy, ani z tej z której szliśmy. No i oczywiście w stronę tego potwora też nie pobiegłem. Tylko w przeciwną. Zaczął biec za mną. Zacząłem krzyczeć. "Pomocy! On mnie goni!" Ludzie próbowali go zatrzymać. Mówili "Zostaw dzieciaka w spokoju." A on ich odpychał z wielką siłą. I biegł cały czas za mną. Skręciłem za róg i wpadłem na trzech chłopaków. "Patrz jak łazisz mały." Powiedział jeden. "Przepraszam, ja uciekam. On mnie goni" Wydukałem i wtedy spostrzegłem że cała trójka ma na plecach kołczan i łuk, a jeden z nich w ręce ma miecz. Odskoczyłem od nich. Byłem przerażony. Patrzyłem na miecz z szeroko otwartymi oczami i ustami. Zauważyli na co patrze. Wtedy się on odezwał "Czemu się tak przyglądasz mojemu długopisowi?" "Długopis? To jest długopis?! Jesteś wariatem!" Chciałem odbiec skąd przybiegłem, bo to był ślepy zaułek ale wtedy Minotaur się pojawił wrzasnąłem i zacząłem się cofać wpadłem na jednego z tej trójki chłopaków. Objął mnie ramieniem o tak - Powiedział i stanął za mną swoje prawe ramie położył na moim prawym ramieniu, a następnie ustawił ją po skosie tak że dłoń trzymał pod moimi żebrami. Musiał stać na palcach by dobrze to zademonstrować. Ale zrozumiałem o co mu chodziło. - I powiedział - Puścił mnie i znów zaczęliśmy iść - "Nie bój się, już jesteś bezpieczny" Tamci dwaj zaczęli walczyć z tym potworem. Po chwili zmienił się w kupę prochu. Pytali skąd jestem, jak się tu znalazłem, czy mam rodzinę, ile mam lat. I przyprowadzili tutaj. Każdego dnia dziękuję Bogom że zesłali mi na pomoc Trójkę Łowców Artemidy na pomoc.
-Miałem trochę podobną historię. Tyle że ja uciekłem z sierocińca. Wsiadłem w pociąg i wysiadłem w jakimś obcym miejscu. Było już późno. Siedziałem na ławce i płakałem i wtedy podszedł do mnie Ricky. Wkurzył mnie i chciałem uciec. Ale wtedy zauważyłem takiego dziwnego stwora. Cały zasłonięty czarną szatą z wielkim kapturem, spod którego wystawał ptasi dziób i świeciła na biało dwa ślepia. Zacząłem się cofać a wtedy Ricky zaczął z walczyć i w końcu go pokonał. Podszedł do mnie chwycił za ramie i pociągnął mówiąc "Zjawił się on. Zjawią się i inni. Musimy iść" Więc poszedłem z nim. I rano znalazłem się tutaj. Zastanawiam się tylko co by było gdyby Ricky do mnie nie podszedł. Tylko poszedł tam gdzie miał iść. Gdyby nie zwrócił na mnie uwagi. Pewnie bym już nie żył i stał w kolejce do Hadesa.
-Pewnie tak. - Przytaknął mi ze smutkiem. Właśnie doszliśmy na boisko.
-Cześć Sensil! - Zawołała blondynka o niebieskich oczach i lekko opalonej skórze. - O przyprowadziłeś nowego? - Powiedziała wesoło. - Jestem Ina córka Bogini Nike. To jest Ellie córka Iris. To jest Ronnie i Holly córki Apolla. Kris syn Hefajstosa. A to jest Dorian syn Hermesa, ale pewnie się już znacie.
-Tak. - Uśmiechnąłem się. - Jestem Nico.
-To co gramy? - Zawołała Roonie, ma jasno brązowe włosy i przeszywające zielone oczy
-Pewnie. - Powiedział Sensil. - Ina, Roonie, Nico i ja przeciwko wam. - Wszyscy się zgodziliśmy. Siatkę opuściliśmy niżej i zaczęliśmy grać.
-Tak jak wspominałem ci wcześniej - wskazał ręką piec. - Składamy Bogom ofiary. Każdy musi wrzucić do pieca coś ze swojego talerza. I tak przy każdym posiłku. Każdego dnia. Wiesz Bogów trzeba czcić. A i kiedy wrzucisz coś w płomienie to wszystko co mówisz stojąc przy piecu jest niesłyszalne dla innych. Możesz krzyczeć na cały głos, ale żadne z nas tu obecnych nie usłyszy żadnego dźwięku.
Zrobiłem więc jedną kanapkę więcej. Także w tym momencie na moim talerzu znajdowały się trzy bułki, a każda przekrojona na pół. Dobrze że talerze były duże przynajmniej wszystko się mieściło. Dwie kanapki zrobiłem z serem. Dwie z salami. I dwie z szynką i ogórkiem kiszonym i posmarowane sosem czosnkowym.
-Czas złożyć Hołd naszym Bogom. I podziękować za kolejny wspaniale rozpoczynający się dzień. - Powiedział Korin
-My pierwsi. - Powiedział mi na ucho Ricky.
Wszyscy wstali od naszego stołu i podchodząc do pieca, po kolei wrzucali coś w płomienie, mówiąc coś. W końcu przyszła moja kolej. Wrzuciłem w płomienie pół bułki z serem i pół bułki z salami i wyszeptałem cicho po mimo tego iż i tak nikt nie mógłby mnie usłyszeć.
-Dziękuję że nad nami czuwacie. Dziękuję Wam za to, że znalazłem się w tej Osadzie cały i zdrowy. Proszę powiedzcie mi kim jestem? Jakiego Boga lub Bogini krew płynie w moich żyłach. - Słowa te same mi się cisnęły na usta. To był niemal niesłyszalny szept. Ale wiem że Ricky który stał za mną nic nie słyszał. Oddaliłem się od pieca i z powrotem zająłem swoje miejsce obok Raula, po chwili Ricky znów siedział obok mnie i reszta mieszkańców naszego domku. Następnie wstały dzieciaki z drugiego domku i tak po kolei. Gdy ostatnie dzieciaki z ostatniego domku zajęły swoje miejsce Centaur podszedł do pieca ze swoim talerzem a za nim Satyrowie. Gdy wszyscy już wrócili na swoje miejsca odezwał się znów Korin.
-A zatem smacznego. Niech Bogowie mają was w swojej opiece. - I wszyscy zaczęli jeść. Reszta posiłku minęła mi na pogodnej rozmowie z Rickym.
Po skończonym śniadaniu Ricky pokazał mi resztę Osady Gamma. Pokazał mi pola uprawne dzieci Demeter, Łazienki których w całej Osadzie było dwanaście. Jedna znajdowała się przy każdym Polu Ćwiczebnym. A było ich pięć. Reszta była rozmieszczona na terenie między domkami. Jedno z Pól Ćwiczebnych to była duża łąka, na której mogliśmy ćwiczyć, znajdowały się tam również manekiny i tarcze strzelnicze. Pole Ćwiczebne numer Dwa to były różnego rodzaju ścianki wspinaczkowe. Na Trzecim Polu Ćwiczebnym znajdowały się różne Tory Przeszkód. Była to wielka łąka, jeszcze większa niż to Pierwsze Pole Ćwiczebne. Na tej łące było rozłożonych dziesięć różnym torów przeszkód. Czwarte Pole Ćwiczebne było nowoczesną wersją Pierwszego. To znajdowało się w szklanym budynku, które dzieliło się na czterdzieści kabin w której to jedna ze ścian była szklana, a pozostałe trzy ceglane i dodatkowo wzmocnione magią. W każdej z nich był panel na którym ustawiało się co się chce trenować i z jakim wrogiem. Po wyborze w pomieszczeniu pojawiały się pomarańczowe hologramy z którymi się walczyło. Pole Ćwiczebne numer Pięć znajdowało się w lesie pomiędzy pozostałymi czterema Polami Ćwiczebnymi, Kliniką, Patio i kilkoma Warsztatami. Więc przechodząc trzeba było uważać. W Osadzie znajdowały się również boiska do siatkówki, półki nożnej, koszykówki. Znajdowała się tu również Arena, na której odgrywają się pojedynki jeden na jednego na oczach tłumu. Było tu również wiele Warsztatów. Rzeźbiarstwo, Malarstwo, Majsterkowanie, Lepienie z gliny. Gra na instrumentach, Taniec, Śpiew, Historia Olimpu, Język Staro Grecki, Łacina, Włoski, Hiszpański, Francuski, Angielski, Podstawy walki, Sztuka przetrwania, tego uczyli tutaj, wszystko miało swój własny warsztat.. Nad każdym z tych zajęć czuwa i uczy nas Satyr. Dowiedziałem się jeszcze że za ścianą przy której siedzą Satyrowie i Dyrektor jest świetlica, są tam różne gry.
-Więc to już wszystko. - Powiedział Ricky gdy wracaliśmy do domku numer Jeden. - Tak jak mówiłem nie musisz chodzić na wszystkie zajęcia. Wybierz to co cię interesuje najbardziej i na tym się skup. Rozwiń najpierw jedną umiejętność, później drugą. Ale jak wolisz. Nikt do niczego cię zmuszać nie będzie. A i taką ciekawostkę ci powiem. Tak i tak prędzej czy później się dowiesz. Nie wszyscy Herosi są sobie równi. W większości z nas płynie krew jednego Boga. Ale zdarzają się tacy w których żyłach płynie krew dwóch, trzech, czterech Bogów. Bierze się to stąd że Półbogowie łączą się ze sobie. Na przykład córka Hefajstosa zakochuje się w synu Aresa. Pobierają się, później mają razem dziecko. Ale dziecko to ma wielką mac. W żyłach tego dziecka płynie krew Hefajstosa i Aresa. Jest dzieckiem dwojga Bogów zrodzonym przez Śmiertelników Półkrwi.
-Tu w Osadzie znajdują się takie osoby?
-W tej chwili nie. Pół roku temu wyjechali z misją. Niedługo pewnie wrócą i wtedy z powrotem dołączą do swoich domków.
-Ale nie pokazałeś mi ich.
-Gdy takie dziecko zostaje określone że ma dwóch Boskich rodziców ma prawo wybrać w którym chce mieszkać.
-Aha.
-Więc teraz oddaje cię w ręce Octaviana. Oprowadzi cię po naszym domku. - Powiedział wchodząc do środka naszego Domku. - Octavian! - Po chwili przy nas zjawił się Drużynowy. Był to chłopak o jasno brązowych włosach i zielonych oczach, których na pewno nie odziedziczył po ojcu. Ale za to z rys twarzy można było dostrzec podobieństwo do Hermesa.
-Chodź Nico oprowadzę cię. W domku znajduje się dwadzieścia sypialni. na dole sześć u góry czternaście. Twój pokój jest tu. - Otworzył drzwi do jednego pokoju na dole.
Znajdowały się tu trzy łóżka a przy każdym mała szafka nocna z szufladą u góry, drzwiczkami do szafki i półką na samym dole, trzy biurka i trzy komody. Nad każdym łóżkiem na ścianie wisiała półka. W pokoju również na ścianach zawieszone były cztery pochodnie. Na środku pokoju stała moja torba. Chłopak oprowadził mnie po innych pokojach i poznał ze wszystkimi.
-Tu mamy salon. - Powiedział gdy znów znaleźliśmy się na dole. Był wielki. Mniej więcej na środku były ustawione dwie kanapy pomiędzy którymi stał stolik, no w sumie były tam takie trzy zestawy, że się tak wyrażę. Pod ścianą przed kominkiem stała większa kanapa, a za nią znajdował się stolik. Rozglądając się po pomieszczeniu zauważyłem że na ścianach też wiszą pochodnie tu w salonie znajdowało się ich siedem. Octavian przeprowadził mnie przez salon i znów znaleźliśmy się w korytarzu. Wzdłuż korytarza również były ustawione na ścianie pochodnie były tu tylko trzy. Oczywiście wszystkie pochodnie były zgaszone, bo jest dzień. - Tam - wskazał drzwi na końcu korytarza. - jest mała toaleta, na górze w tym samym miejscu znajduje się druga. A tutaj - wskazał na inne tym razem dwu skrzydłowe drzwi - mamy kuchnie. No i to chyba tyle jeśli chodzi o nasz domek. Jeszcze tylko reguły. Nikt ci pewnie jeszcze o nich nie wspominał prawda?
-No.
-Dobra. To chodź usiądziemy sobie. - Wróciliśmy do salonu i zajęliśmy miejsce na kanapie - Więc, Z Osady nie można wychodzić, chyba że dostanie się pozwolenie od Korina. Zazwyczaj Osadę opuszczają osoby które wyruszają na misję. Lub ci którzy mają kochającą rodzinę tam na zewnątrz i chcieliby się z nimi spotkać, spędzić trochę czasu. Zabrania się agresji i bójek, po za areną, grami i ćwiczeniami. Nie wolno zaśmiecać Osady, śmieci wyrzucamy do śmietników, a nie w krzaki. Jest zakaz palenia. To tak z najważniejszych. Masz zegarek. - Dał mi go do ręki. - Przestrzegaj ustalonych godzin posiłków. O ósmej śniadanie. O trzynastej obiad. O osiemnastej kolacja. O dwudziestej ognisko, ale nie jest obowiązkowe, więc jeśli nie chcesz to nie musisz na nie iść. Tu masz jeszcze budzik. - Wręczył mi elektryczny budzik z dużymi czerwonymi cyframi. - Żebyś nie zaspał. Ale jeśli wolisz możesz ustawić sobie w zegarku budzik. - Uśmiechnął się do mnie. - Jakbyś miał jakieś problemy czy pytania, albo potrzebował pomocy to wal śmiało do mnie młody.
-Dzięki. - Założyłem sobie zegarek na lewy nadgarstek i ze stolika zabrałem mój budzik i udałem się do swojego pokoju. To co miałem to wypakowałem. Było tego niewiele więc po chwili leżałem na łóżku i się nudziłem
Jakie to dziwne. Jaki dziwny los mnie spotkał. Jeszcze wczoraj byłem zwykłym dzieciakiem z sierocińca. A dzisiaj jestem Herosem i mam jednego rodzica na pewno. W dodatku jest on Bogiem lub Boginią. Po prostu mam Boskiego rodzica. Ciekawe kogo?
Zacząłem doszukiwać się w sobie podobieństw do wszystkich Bogów. Żadnej nie znalazłem. Cóż nigdy nie byłem dobry w znajdź różnicę lub znajdź podobieństwo.
Tak więc ... właśnie leże na łóżku i rozmyślam nad tym co mnie ostatnio spotkało, a myślałem że już nigdy w życiu nic dobrego mnie nie spotka, a jednak. Trafiłem wczoraj na Ricky'ego, a raczej to on trafił na mnie. Nieważne. Ale po prostu gdyby nie on to wciąż bym był tak samo zagubiony i myślący o sobie tak jak wszyscy na około o mnie mówią. A tymczasem wszystko to co mówili nie jest prawdą. No prawda jestem inny. Ale nie nienormalny i psychiczny. Po prostu jestem Herosem. Ważną osobą dla Świata.
Ocknąłem się z zamyślenia, bo mój zegarek zaczął dzwonić. Za pięć trzynasta. Zamyśliłem się na ładnych parę godzin. Minus posiadania ADHD jest taki że potrafię odpłynąć myślami na długo. Jest to dobre tylko wtedy gdy mi się naprawdę nudzi, wtedy czas płynie mi szybko. No właśnie zapomniałem wcześniej wspomnieć. Każdy Heros ma ADHD jest to nasz atut są to naturalne odruchy bitewne. Dzięki nim możemy przeżyć w kryzysowej, beznadziejnej sytuacji, to może uratować nam życie podczas walki. A ja przez całe życie myślałem że to ADHD to najgorsze co mnie spotkało w życiu, a okazuje się że jest to coś najlepszego. Zapomniałbym Ricky również wspominał mi że co po niektórzy Herosi dostają dar od Bogów i mogą panować nad żywiołami. Ciekawe czy ja umiem?
No cóż trzeba by się ruszyć na obiad. Jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu. Wstałem z łóżka i wyszedłem z mojego pokoju, a następnie z domku i usiadłem przy stole Hermesa. Dzieciaki już się zbierały przy stole. Gdy zabrzmiał dźwięk rogu na Patio wszedł Korin. Przy śniadaniu musiałem nie usłyszeć tego dźwięku. Zajął on swoje miejsce a Nimfy przywołały zastawy na nasze stoły. Nałożyłem sobie Ziemniaki i polałem je ciemnym sosem grzybowym, wziąłem dwie pałki kurczaka i jakąś surówkę.
-Złóżmy Hołd Bogom. - Odezwał się Dyrektor. Wstałem od stołu i ustawiłem się za jakąś dziewczyną, Kolejka zeszła szybko. Przyszła moja kolej w ogień pieca wrzuciłem jedną pałkę i trochę ziemniaków z surówką.
-Dziękuję za danie mi szansy na lesze życie. Bądźcie pozdrowieni. Proszę powiedzcie mi od kogo jestem. - Powiedziałem i wróciłem na miejsce. Obiad minął w spokoju i dość szybko. Wstałem od stołu i opuściłem Patio, ruszyłem w stronę Domku numer Jeden.
-Dominic! - Ktoś zawołał, więc zatrzymałem się i odwróciłem. - Cześć. - Powiedział chłopak o rudych włosach i piwnych oczach. Mógł być starszy ode mnie o rok, może dwa. - Jestem Sensil. - Uśmiechnął się.
-Nico. - Powiedziałem i również się uśmiechnąłem.
-Chcesz z nami pograć? W siatkówkę.
-Z chęcią. - Powiedziałem i ruszyłem z chłopakiem na boisko.
-I jak się tu podoba?
-Jest super. Nigdy nie czułem się tak dobrze jak tu. Wreszcie znajduje się w miejscu do którego pasuje. I nie jestem najgorszą osobą. Bynajmniej tak mi się wydaje. Ale chodzi mi o to że nie jestem poniżany, wyzywany i nienawidzony. Na razie. Po prostu w końcu czuję się jak w domu. W domu którego nigdy nie miałem. Wychowałem się w sierocińcu. Zero rodziny. Zero przyjaciół. Zawsze byłem sam. W ciągu trzech lat wyleciałem z siedmiu szkół.
-Miałem podobnie do czasu aż dwa lata temu tu trafiłem. Też wychowywałem się w sierocińcu. Ci najsilniejsi, najbardziej wredni wyżywali się na mnie wyśmiewali. W szkole to samo. Na jednej wycieczce zauważyłem młodego Minotaura. Miał jakiś metr pięćdziesiąt wzrostu i dwa wielkie rogi. W ręku trzymał młot, ale wiesz taki bitewny. Stał sobie pośrodku parku na trawniku. Jeden chłopak z mojej klasy powiedział do mnie. "A ty co się tak patrzysz na tego kolesia? Zakochałeś się czy co?" A jego kumpel dodał "Wysoki brunet, starszy o jakieś siedem, osiem lat. Wolisz chłopców? W dodatku takich starszych?" Nie wiedziałem o co im chodzi. Oni widzieli szesnastolatka, a ja Minotaura. To było dziwne. Chłopaki poszli opowiedzieć newsa innym. A ja zwolniłem kroku i patrzyłem ciągle na niego. Wtedy ryknął i ruszył w moją stronę. Zaczął uciekać. Nie pobiegłem w stronę mojej klasy, ani z tej z której szliśmy. No i oczywiście w stronę tego potwora też nie pobiegłem. Tylko w przeciwną. Zaczął biec za mną. Zacząłem krzyczeć. "Pomocy! On mnie goni!" Ludzie próbowali go zatrzymać. Mówili "Zostaw dzieciaka w spokoju." A on ich odpychał z wielką siłą. I biegł cały czas za mną. Skręciłem za róg i wpadłem na trzech chłopaków. "Patrz jak łazisz mały." Powiedział jeden. "Przepraszam, ja uciekam. On mnie goni" Wydukałem i wtedy spostrzegłem że cała trójka ma na plecach kołczan i łuk, a jeden z nich w ręce ma miecz. Odskoczyłem od nich. Byłem przerażony. Patrzyłem na miecz z szeroko otwartymi oczami i ustami. Zauważyli na co patrze. Wtedy się on odezwał "Czemu się tak przyglądasz mojemu długopisowi?" "Długopis? To jest długopis?! Jesteś wariatem!" Chciałem odbiec skąd przybiegłem, bo to był ślepy zaułek ale wtedy Minotaur się pojawił wrzasnąłem i zacząłem się cofać wpadłem na jednego z tej trójki chłopaków. Objął mnie ramieniem o tak - Powiedział i stanął za mną swoje prawe ramie położył na moim prawym ramieniu, a następnie ustawił ją po skosie tak że dłoń trzymał pod moimi żebrami. Musiał stać na palcach by dobrze to zademonstrować. Ale zrozumiałem o co mu chodziło. - I powiedział - Puścił mnie i znów zaczęliśmy iść - "Nie bój się, już jesteś bezpieczny" Tamci dwaj zaczęli walczyć z tym potworem. Po chwili zmienił się w kupę prochu. Pytali skąd jestem, jak się tu znalazłem, czy mam rodzinę, ile mam lat. I przyprowadzili tutaj. Każdego dnia dziękuję Bogom że zesłali mi na pomoc Trójkę Łowców Artemidy na pomoc.
-Miałem trochę podobną historię. Tyle że ja uciekłem z sierocińca. Wsiadłem w pociąg i wysiadłem w jakimś obcym miejscu. Było już późno. Siedziałem na ławce i płakałem i wtedy podszedł do mnie Ricky. Wkurzył mnie i chciałem uciec. Ale wtedy zauważyłem takiego dziwnego stwora. Cały zasłonięty czarną szatą z wielkim kapturem, spod którego wystawał ptasi dziób i świeciła na biało dwa ślepia. Zacząłem się cofać a wtedy Ricky zaczął z walczyć i w końcu go pokonał. Podszedł do mnie chwycił za ramie i pociągnął mówiąc "Zjawił się on. Zjawią się i inni. Musimy iść" Więc poszedłem z nim. I rano znalazłem się tutaj. Zastanawiam się tylko co by było gdyby Ricky do mnie nie podszedł. Tylko poszedł tam gdzie miał iść. Gdyby nie zwrócił na mnie uwagi. Pewnie bym już nie żył i stał w kolejce do Hadesa.
-Pewnie tak. - Przytaknął mi ze smutkiem. Właśnie doszliśmy na boisko.
-Cześć Sensil! - Zawołała blondynka o niebieskich oczach i lekko opalonej skórze. - O przyprowadziłeś nowego? - Powiedziała wesoło. - Jestem Ina córka Bogini Nike. To jest Ellie córka Iris. To jest Ronnie i Holly córki Apolla. Kris syn Hefajstosa. A to jest Dorian syn Hermesa, ale pewnie się już znacie.
-Tak. - Uśmiechnąłem się. - Jestem Nico.
-To co gramy? - Zawołała Roonie, ma jasno brązowe włosy i przeszywające zielone oczy
-Pewnie. - Powiedział Sensil. - Ina, Roonie, Nico i ja przeciwko wam. - Wszyscy się zgodziliśmy. Siatkę opuściliśmy niżej i zaczęliśmy grać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz