[SAFIRA]
Siedzę w metrze, znowu mam słuchawki na uszach, znów słucham głośno muzyki, że aż jakaś babcia która siedzi przede mną się odwraca i kręci głową. Dobrze że nie widzi mojej twarzy, mam arafatkę zawiązaną na szyi, granatową bluzę z dużym kapturem pod którym chowam twarz i czarną skórzaną kurtkę, do tego dopasowane ciemne dżinsy i czarne trapery. Patrząc za okno w szybie widzę jego stojącego obok mnie. Tak jak zawsze muzyka, która gra mi w uszach zagłusza go i przyćmiewa jego działanie. Odbiera mu kontrolę. Gdy słucham muzyki, śpiewam, albo tańczę on słabnie. Muzyka odbiera mu siły. Ale i tak ciągle czuję jego obecność, może do mnie przemówić, ale nie przejmie nade mną kontroli. Dlatego często jej słucham. Ale gdy ją wyłączam znów w głowie słyszę wyraźnie jego głos. Znowu może sprawować kontrolę nad moim ciałem. On jest niebezpieczny. Udowodnił to już wiele razy. Krzywdził mnie owszem. Przejmował kontrolę i zaczął walić głową w ścianę lub cokolwiek innego. Wiele było takich sytuacji. Wieleby można wymieniać. Ale jedno jest pewne. Nieważne jak mnie pokiereszuje. Nie zabije mnie. Zabijając mnie, zabije siebie. Będzie czekał wiele lat by się odrodzić, nie wiem dokładnie ile. Jeśli zginę z ręki innego człowieka, zwierzęcia, czy ze starości, lub z własnej głupoty, wtedy to na niego nie zadziała i przeniknie w inne ciało. Znajdzie sobie inny "kontener" jak to nazwał. Ale jeśli zginę z jego winy, to będzie czekał by powrócić, jest to swego rodzaju kara. Niewolno mu zabić swojego kontenera w którym jest pasażerem. Nie wiem czym on jest. Nie wiem co potrafi. Praktycznie mało o nim wiem. Bardzo mało mówi o sobie. A jak już mówi, to zazwyczaj się powtarza. Gdyby nie moi przyjaciele to bym zwariowała. W zasadzie przyjaźnimy się od małego, gdyż nasze mamy się przyjaźnią od dawna i w dodatku mieszkają blisko siebie. Pamiętam jak nam opowiadały o naszych ojcach.
-Od zawsze trzymałyśmy się w piątkę. Pewnego dnia byłyśmy w parku i nagle nie wiadomo skąd przyszło pięciu wspaniałych mężczyzn. Oczarowali nas. Spotykaliśmy się z nimi wiele razy. Zakochaliśmy w sobie. Każda z nas, zakochała się w jednym z nich. Było wspaniale. Ale pewnego dnia zniknęli. Kilka dni później dostałyśmy od nich listy. "Przepraszam, że tak nagle musieliśmy wyjechać. Nie mieliśmy wyboru. Musieli nas odesłać. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze się spotkamy, ale mam nadzieję że tak." Każdy napisał to samo. Później pojawiali się pojedynczo na kilka dni. Każdy z nich zjawił się dwa razy podczas ciąży, na narodziny swojego dziecka. trzy razy w ciągu roku i na pierwsze urodziny. I później już się nigdy więcej nie pokazali. Nie wiadomo co się z nimi stało. Tak się cieszyli z was. Gdybyście ich widzieli. Byli tacy szczęśliwi. Radość emanowała od nich na kilometr. Chciałabym wiedzieć co się z nimi stało. - Tak mówiła każda z naszych mam.
Ile razy słyszałam tę opowieść? Niewiele. Mamy nie chcą zbytnio o tym rozmawiać. To drażliwy temat. Osoby które kochały odeszły bez słowa. Rozpłynęły się w powietrzu. Puf! Niema.
Chciałabym wiedzieć kim jestem. Chciałabym wiedzieć czemu mam jego w głowie. Raz mu się wymsknęło że jestem inna od wszystkich. Ja i pozostała szóstka. Jesteśmy inni, wyjątkowi. Ale gdy spytałam co miał na myśli, milczał. Nie powiedział nic więcej. O co mu chodziło nie mam pojęcia. Powiedział mi jeszcze tylko że kiedyś się dowiem. Jak przyjdzie czas. Spotkam ojca. Dowiem się kim jestem. Powiedziałam mu wtedy że, tak ale dopiero po śmierci. Jego odpowiedź mnie zdziwiła. Za życia go spotkasz. A masz przed sobą bardzo długie życie. Dało mi to wiele domyślenia. Ale to było parę lat temu. Miałam wtedy dziewięć lat. Teraz mam prawie piętnaście. Tak dla wyjaśnienia imię jego brzmi Axel.
To on prowadził mnie przez całe moje życie. Rodzicom sprawiam duży problem wychowawczy. Tracę kontrolę, staję się nie do wytrzymania. A nie mogę powiedzieć rodzicom że w mojej głowie ktoś sobie mieszka. Wzięliby mnie za wariatkę. Wysłali do psychiatryka. Resztę życia spędziłabym zamknięta w zakładzie dla umysłowo chorych. Albo inna opcja. On by mi coś zrobił gdybym komuś powiedziała. Wiele razy słyszałam jego groźby. Jak go nie posłuchałam, wypełniał je. On nienawidzi sprzeciwu. Ale wie również że ja zawsze stawiam na swoim. Więc jakoś udało nam się dojść do kompromisu wiele razy, ale nie zawsze.
Chcielibyście pewnie mnie poznać co? Jak na razie nawijam i nawijam a nawet mojego imienia nie znacie. Nazywam się Safira Darkness. Kilka ciekawostek z mojego życia? Już powiedziałam. Mogę przedstawić kilka krótkich historii z mojego życia.
-Axel czemu mi to robisz?
-Bo tak jest zabawnie.
-Odczep się wreszcie. Odejdź.
-Nie mogę. Wiesz że nie mogę tego zrobić. Bo jak to zrobię zginiesz.
-Obiecaj mi coś.
-Zależy co.
-Będziesz mnie chronił. Pilnował mojego bezpieczeństwa. I pozwolisz mi w przyszłości spełniać moje marzenia, bez sprzeciwu.
-A co ja będę za to miał?
-Mnie. - Powiedziałam z wielkim bólem serca do niego w myślach.
-Kusząca propozycja. Ale to mało.
-Mało? Będziesz miał mnie, na własność.
-Kiedy ze chcę?
-Kiedy zechcesz. - Powiedziałam a po moich policzkach spłynęło kilka samotnych łez.
-Więc zgoda. - Powiedział i uformował swoje ciało fizycznie, tak że każdy mógł go zobaczyć. Sam mógł zrobić coś takiego tylko cztery razy w każdym roku. Mógł też to zrobić na moją prośbę. Jeśli poproszę by uformował ciało, zrobi to pomimo tego nawet że już cztery razy to zrobił. Więc stał teraz przede mną ubrany w czarne dżinsy, czerwoną koszulkę, jasną dżinsową kamizelkę i trampki. - Zabawimy się? - Spytał w moim umyśle. Nie miałam nic do gadania. Zgodziłam się na to. Umowa, to umowa. Na zawsze jego. Na zawsze dla niego. Więc z wielką niechęcią kiwnęłam głową. I tak nie mam nic do gadania. Wolę zrobić to dobrowolnie, niż miałby on sterować moim ciałem. Podszedł do mnie bliżej i klęknął przede mną. - Nie opieraj się. To przecież nic takiego wielkiego. Ścierpiałaś wiele. Zasługujesz na odrobinę przyjemności. Daj się ponieść chwili, emocją. Nie każ mi kierować tobą. Daj się ponieść rozkoszy. - Mówiąc to rozpiął moją koszulę i zaczął zsuwać ją z moich ramion. Nie poruszałam się. Wciąż siedziałam tak samo, jak wcześniej. Nie chciałam żeby przejął nade mną kontrolę, ale nie mogłam zmusić się do ruchu. Zacisnęłam z całej siły oczy i zasłoniłam twarz dłońmi. Axel westchnął poirytowany. - Naprawdę mam cię zmusić? Mam cię kontrolować? - Nie ruszyłam się przez chwilę po czym pokręciłam głową na nie. - Więc? - Spytał i czekał.Wtedy zrobiłam coś czym zaskoczyłam jego, a przede wszystkim siebie. Pochyliłam się do przodu zmieniając pozycję z siedzącej do klęczącej, zarzuciłam mu ręce na szyję i wpiłam się w jego usta. Przez chwilę nie zrobił nic, był zszokowany, ale już w następnej chwili oddawał pocałunek. Moje ręce powędrowały na jego ramiona zsuwając jego kamizelkę na ziemię. Nie był mi dłużny i pozbawił mnie mojej białej bokserki i zabrał się za rozpinanie mi spodni. Ja w tym czasie zdjęłam jego koszulkę. Cały czas powstrzymywałam się od odsunięcia od niego. Ale on zrobił to pierwszy tylko po to żeby wstać i pociągnąć mnie za sobą, zsunął moje spodnie do końca i położył na materacu który leżał w koncie w tych ruinach. Chwilę później on też nie miał już na sobie spodni. - Spokojnie. Będzie dobrze. Odpręż się. Zrelaksuj się. - Mówił do mnie. Zamknęłam oczy by się odprężyć. Poczułam jego dłonie na moim ciele rozpiął mi stanik i odrzucił gdzieś w bok, następnie ściągnął mi majtki. Wtedy otworzyłam oczy. Patrzył mi prosto w oczy. - Nie bój się. - Szepnął i wszedł we mnie. Zacisnęłam swoje dłonie na jego plecach z całej siły. Ból był okropny. Ja przecież mam dwanaście lat! Poczekał aż się dostosuję i zaczął się poruszać. Ból był niemiłosierny, ale po jakimś czasie przyćmiła go przyjemność. Było cudownie. Chcąc nie chcąc muszę to przyznać. Po wszystkim położył się obok mnie, a ja się w niego wtuliłam, - Nie było tak źle kochanie, prawda? Wiem że ci się podobało. Czułem to. Czuję wszystko to co czujesz ty. Bolało aż tak mocno?
-Z początku tak. Ale później ... później było ... było ... niesamowicie. - Uśmiechnął się.
-Słoneczku mojemu się podobało? Więc będę znikał.
-Zostań ze mną. Proszę. - Nic nie powiedział. Otulił mnie tylko ramieniem przyciągając bliżej siebie. Zanim zasnęłam usłyszałam jeszcze jego głos.
-Zawsze tu będę dla ciebie. Będę cię bronić jak obiecałem. Ze mną jesteś bezpieczna promyczku.
Jedna z wielu historii z mojego życia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam że muzyka aż tak na niego działa. Dowiedziałam się tego pięć miesięcy później. Po kolejnych czterech miesiącach wygrałam program muzyczny. Podpisałam kontrakt. Jestem piosenkarką. Daję koncerty. Szaleję na scenie. Mam tysiące fanów i fanek. Tańczę, śpiewam, wygłupiam się. A Axel wtedy siedzi cicho w mojej głowie. Nieraz rzuca jakieś komentarze, przez co mam ochotę wybuchnąć śmiechem albo po prostu się załamać. Wczoraj minęły dwa lata odkąd śpiewam na scenie.
-Słoneczko mamy problem.
-Jaki problem?
-Wsiadły tu potwory.
-Co? - Zaśmiałam się. - Weź nie żartuj okej?
-Musimy wysiąść.
-Nie.
-Tak. Musimy. Chcesz żyć? Obiecałem ci chronienie cię. Więc rób co karzę. Wysiadamy na następnym. Niezauważeni. Najlepiej w ostatnim momencie, żeby już nikt inny nie zdążył wysiąść za tobą. Wyłącz muzykę proszę. - Przewróciłam oczami ale zrobiłam to o co prosił. I nagle poczułam że straciłam kontrolę. Przejął władzę nad moim ciałem. W ostatniej chwili wyskoczył na peron. Zaczął biec przez peron, następnie po schodach. Wybiegł w miasto. Szliśmy ulicą w jednym z zaułków stała grupa dzieciaków w rękach trzymali miecze. Jeden zrobił dziwny gest dłonią w której trzymał miecz, a on zmienił się w pierścień na jego palcu.
-Wow! - Krzyknęłam a oczy wszystkich skierowały się w moją stronę. - Jak to zrobiłeś?
-Widziałaś to? - Spytał chłopak o czarnych włosach i opalonej skórze. Wciąż jeszcze trzymał miecz w dłoni. Podniósł go do góry. - Widzisz go? - Spytał.
-Miecz? Tak.
-Jest jedną z nas. - Powiedział inny chłopak o brązowych włosach, znacznie niższy od poprzedniego. Pewnie dlatego że jest młodszy. - Jestem Nico. A to są moi przyjaciele. Loren, Leonia, Olivia, Nils, Sangvini, Jorge, Merlock i Harry. Oraz Figlak i Rafel. - Powiedział wskazując po kolei wszystkich.
-Jestem Safira.
-Miło cię poznać. To co powiem pewnie wyda ci się dziwne, ale musisz iść z nami. Twoje życie nie jest takie za jakie je bierzesz.
-Posłuchaj ich. Nie masz się co obawiać. - Odezwał się Axel w mojej głowie.
-Zgoda. Pójdę z wami. Ale powiedzcie mi o co chodzi.
-Ale nie tutaj i nie teraz musimy zwiewać. Idziemy! - Krzyknął i wszyscy ruszyli, a ja wraz z nimi. Weszłam wraz z nimi na okręt, a dziewczyna imieniem Loren stanęła za sterami. Co jak co ale mam pamięć do twarzy i imion.
[JORGE]
-Dziewczyna wygląda na miłą, normalną dziewczynę. Jeśli herosów można nazwać normalnymi. - Powiedział Vini kończąc tym samym dyskusję z Harrym. - Chodź Nico. Trzeba jej opowiedzieć trochę.
-Wiem. Staram się wam to powiedzieć od dobrych dziesięciu minut. - Powiedział i ruszyli w jej kierunku, a ja za nimi.
-Więc. Od czego by tu zacząć. - Powiedział siadając naprzeciwko niej na podłodze, a Vini zajął miejsce obok nich. Ja stanąłem obok, opierając się plecami o barierkę.
-Najlepiej od początku. - Powiedziała z uśmiechem.
-Jesteś Herosem. - Powiedział a ona spojrzała na niego jak na debila. - Półbogiem. Dzieckiem Boga Olimpijskiego i Śmiertelnika. Znasz pewnie mitologię?
-Coś tam o niej słyszałam.
-Wszystko to jest prawdą. Bogowie istnieli, istnieją i będą istnieć wiecznie. Co jakiś czas schodzą na ląd i mają przelotne romanse ze Śmiertelnikami z którymi mają później dzieci. Większość Herosów w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego kim jest. Ale to jest prawda. Sam dowiedziałem się że jestem Herosem dwadzieścia jeden dni temu dokładnie. Zabierzemy cię do naszej osady w której żyjemy. Jest bezpiecznym miejscem. Żaden potwór się tam nie dostanie. Nikt niepowołany tam nie wejdzie. Do osady wejść mogą tylko ci którzy mają Boskiego rodzica, oraz Satyrzy, Centaury, Nimfy i Driady. Więcej wyjaśni ci Korin.
-Czyli co? Kurs na osadę? - Spytał Vini.
-Nie. My bierzemy kurs na zatoczkę. A Jorge przeniesie się wraz z Safirą do Osady. - Nico spojrzał na mnie i wstał. - Wybacz Jorge, ale musisz nas opuścić. Resztę drogi pokonamy sami. Ona musi się jak najszybciej pojawić w Osadzie i porozmawiać z Korinem.
-Jasne. Szkoda że nie dotrwam do końca tej misji. Ale ta misja poboczna też jest super.
-To się cieszę. Naprawdę przykro mi że musisz nas opuścić. Widzimy się za kilka dni.
-Do zobaczenia. - Powiedziałem do nich. - Chwyć mnie za rękę.
-Po co?
-Jak mnie złapiesz to zobaczysz. - Powiedziałem, a ona niepewnie chwyciła moją dłoń. Po chwili znajdowaliśmy się w Osadzie przed Domkiem Dyrektora. - Witaj w Osadzie Gamma. Chodź. - Powiedziałem i podeszliśmy pod drzwi a ona podziwiała otoczenie. Zapukałem. Po chwili otworzył nam Korin. - Cześć Korinie.
-Jorge! Już wróciliście?
-Jeszcze nie. Spotkaliśmy ją po drodze. Więc postanowiliśmy jak najszybciej przyprowadzić ją do ciebie. Reszta popłynęła dalej.
-Rozumiem. Wejdź proszę. - Powiedział do niej i odsunął się by mogła przejść.
-Poczekam tu na ciebie by cię oprowadzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz