środa, 4 marca 2015

ROZDZIAŁ 6 WYSPA KARIENI

[VINI]

Gdy okręt nieprzyjaciela zniknął na horyzoncie, wróciliśmy na pokład naszego statku i ruszyliśmy dalej. Tylko tym razem towarzyszyła nam cisza. Bardzo dołująca i smutna. Nie mogę znieść tej ciszy. Ale nie wiem o czym mógłbym z kimś porozmawiać. Strata Funii bardzo boli. Była naszą przyjaciółką. Porwał ją nasz wróg, a my nie możemy nic zrobić żeby ją uwolnić. A teraz ona stała się naszym wrogiem. W jej ciało zostanie wszczepiony implant, który sprawi że zapomni o przeszłości i będzie żyła jak te potwory. Czy jest możliwość żeby ją uratować? Nie widzę takowej. Nie widzę żadnego promyczka nadziei, że jeszcze kiedyś stanie z nami tak jak dawniej. Straciliśmy ją. Straciliśmy ją na zawsze. Dopiero teraz to do mnie dociera. A minęły dwie godziny odkąd wsiedliśmy na okręt i coś ponad godzinę jak tu siedzę na tej beczce i rozmyślam, wpatrując się bezmyślnie w morze, z nadzieją że może za chwilę ona się z niego wyłoni i znów będziemy dziesięcioosobową drużyna.
-Vini! - Nico krzyknął mi do ucha. Oczywiście. Odciąłem się od świata i odpłynąłem daleko myślami.
-Co?
-Schodzimy na ląd.
-Czemu? Dotarliśmy już?
-Prawdopodobnie. Apolkiny wyczuwają tu Trójząb. Może to oznaczać dwie rzeczy. Albo on znajduję się tutaj. Albo dość długo był tu trzymany, a teraz znów jest gdzie indziej. Idziemy. - Wstałem i ruszyłem za wszystkimi. Cztery zwierzaki zostały na okręcie żeby go pilnować, a Polin i Kolczek ruszyły z nami.
-Jesteście pewni że to dobre miejsce?
-Tak. Czemu pytasz? - Nils odwrócił do niego głowę.
-Wygląda tak zwyczajnie. Niczym się nie wyróżnia.
-O to chodzi Harry. Żeby zwieść wroga. Gdybyś ty miał jakąś tajną bazę i chciałbyś ją ukryć przed całym światem to prawdopodobnie to miejsce by wyglądało tak. By nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Bo przecież nie był byś na tyle głupi żeby walnąć napis "Tu jest nasza tajna baza, nieupoważnionym wstęp wzbroniony"
-Ja nie. Ale oni tak. - Wszyscy spojrzeliśmy na Harry'ego, ten wskazał nam wielką tablicę zawieszoną ponad dwa metry nad ziemią.
-BAZA PIERWSZA: ODDZIAŁ C - Przeczytałem na głos. Podeszliśmy do drzwi. Była do nich przeczepiona metalowa trochę już zardzewiała tabliczka na której był napis wypłowiałymi czerwonymi literami "WSTĘP WZBRONIONY" - Wchodzimy nie? - Spytałem cicho.
-Tak. - Nico odpowiedział niepewnie.
-Ciekawe co nas tam czeka. - Powiedziała Loren.
-Nie mam pojęcia. Harry idziesz pierwszy.
-Czemu ja?
-Bo władasz ogniem. Rozświetlisz nam drogę. - Odpowiedziałem.
-Jasne.
-Nie trzęś portkami. Laski się nie boją a ty tak.
-Tobie łatwo mówić Jorge. Jesteś synem Hadesa Pana Podziemi, Ciemności. - Jorge tylko przewrócił oczami. Podszedł do drzwi. Nie ustąpiły jak chciał je otworzyć, więc szarpnął z całej siły. Gdy się otworzyły na oścież ze środka wyleciało stado nietoperzy. Gdy ostatni wyleciał Jorge wskazał ręką wejście.
-Nie jestem do końca przekonany co do tego pomysłu. - Powiedziałem.
-Czemu?
-Te drzwi były dość długo w zamknięciu. W dodatku w środku były nietoperze. A skoro drzwi były zamknięte, znaczy że dostały się tam inną drogą. Prawdopodobnie dachem który jest dziurawy, lub jakimś wybitym oknem. Nie uważasz że to dziwne?
-Trochę. Ale co możemy w takim razie zrobić?
-Nie wiem. Ale pomysł żeby tam schodzić - wskazałem na otwarte wejście do bazy spowite ciemnościami. - to nie najlepszy pomysł. Gdyby chcieli coś ukryć, schowaliby to głębiej, w jakimś bezpiecznym miejscu.
-Albo gdzieś blisko, wiedząc że wróg będzie myślał tak jak ty i będzie szukał głębiej niż z brzegu.
-Też tak może być. Ale ... Myślisz że tam coś znajdziemy?
-Nie dowiemy się dopóki nie sprawdzimy. - Wszyscy spojrzeliśmy z nieufnością i chyba lekkim strachem na tę ich bazę.
-No to w takim razie idziemy. - Powiedział Harry i sięgnął do swojego plecaka z którego wyjął dziewięć pochodni. - Spojrzałem na niego zdziwiony. - No co? Zrobiłem je kiedy tu płynęliśmy, a ty siedziałeś na beczce i udawałeś że cię niema. - Wyczarował w jednej dłoni płomienie i podpalił wszystkie pochodnie następnie dając je nam.
-Dobra pójdę pierwszy. - Powiedział Jorge. - Następnie Leonia, Polin, Harry, Olivia, Loren, Nils, Nico, Vini, Kolczek i Polin. Idziemy.
-Jak on kocha ciemności i podziemia. Zawsze jest taki podekscytowany. - Powiedziałem, a wszyscy się zaśmiali a Jorge strzelił szeroki uśmiech. Tak więc weszliśmy i zaczęliśmy schodzić schodami w dół. Gdy już zeszliśmy ścieżka się rozchodziła w dwie strony.
-Ja, Leonia, Harry, Olivia i Polin w prawo. Reszta w lewo. Nie rozdzielajcie się już później. Idziemy. - Powiedział Jorge.Tak więc skręciliśmy w lewo. Wchodziliśmy do każdego pomieszczenia jakie znaleźliśmy. Przeszukaliśmy każde z nich, ale nic ciekawego nie znaleźliśmy. Papiery, różne śmieci, dziwne maszyny.
-To są ostatnie drzwi. - Powiedział Nico i otworzył je. To pomieszczenie było inne. Panował tu porządek. Na środku stał duży metalowy stół, a na nim poukładane ładnie w sterty papiery, a nie to co w innych pomieszczeniach porozrzucane. Był również regał z książkami, który nie był połamany i wszystkie książki były na swoim miejscu. Nic ciekawego tutaj też nie znaleźliśmy.
-Nic niema. Dobra idziemy.
-Poczekaj.
-Co jest Nils? - Stał przy regale z książkami i wpatrywał się w niego.
-Tych książek nikt od dawna nie używał. - Zauważył Nico, który stał obok niego. - Wszystkie są zakurzone. Z wyjątkiem tej. - Powiedział i złapał ją. Ale nie dało jej się wyciągnąć. To była dźwignia. Regał przesunął się w lewo ujawniając nam tajną skrytkę. - Ja, Nils i Kolczek wchodzimy, wy zaczekajcie tutaj.
-Ale Jorge kazał nam się nie rozdzielać.
-A jak się zamknie przejście i nie będziemy umieli otworzyć go od tamtej strony to co zrobimy? A tak wy nam otworzycie. Pośpieszymy się. Będziemy ostrożni. Spokojnie. Wy też uważajcie na siebie. - Powiedział i weszli, a przejście zamknęło się za nimi. Po ponad godzinie usłyszeliśmy walenie w regał. Szybko wstałem i złapałem za właściwą książkę a przejście od razu się otworzyło.
-Spadamy stąd! - Krzyknął Nils i wraz z Nico i Kolczkiem wybiegli z pomieszczenia.
-Co się stało? - Spytałem biegnąc za nimi. Dopiero teraz zauważyłem że w rękach trzymają miecze ubrudzone krwią, a łapy Apolkina również nią ociekają.
-Wielkie pająki! - Wrzasnął Nils.
-I skorpiony!
-I było kilka Karienów!
-Karienów?! - Spytałem.
-Tak! To ich wyspa! Musimy stąd zwiewać!
-Jesteś pewny Nils?
-Tak! Ty drani bym wszędzie rozpoznał! Zabili mi ojca! Na moich oczach! Takich się nigdy nie zapomina! - Gdy dotarliśmy do schodów zatrzymali się. - Nie możemy tu zostać.
-Co?
-Nie mamy szans na przeżycie. Jeśli mielibyśmy czekać tu na resztę tamci zabiją nas wszystkich. Jeśli mielibyśmy pójść tam. To ... Nie wiemy w którą stronę skręcili jak są tam jakieś rozwidlenia. I też wszyscy zginiemy. W przypadku obu opcji narażamy resztę na niebezpieczeństwo. Najlepsze wyjście to wyjść na zewnątrz. Oni wiedzą tylko o naszej trójce. My postaramy się ich zgubić, a wy biegnijcie na statek. Wyślijcie jednego Apolkina żeby sprowadził resztę. Jeśli nie wrócimy w przeciągu dwóch godzin. Odpłyńcie bez nas ...
-Ale ...
-Nie przerywaj mi. To najlepsze wyjście. - Powiedział Nico i ruszył schodami na górę. - Vini! Jeśli zginę. Obejmij dowodzenie. - Powiedział i wraz z Nilsem i Kolczkeim pobiegli w stronę lasu, a my w stronę okrętu. Po jakiś trzech minutach z tunelu wypadła zgraja Karienów. W tym czterech siedziało na wielkich skorpionach. A dwóch na pająkach. Stali przez kilka sekund przed tunelem i w końcu ruszyli w pogoń za chłopakami.
-Uda im się. Musi się udać. Rafel biegnij po resztę. Sprowadź ich jak najszybciej. Mają dwie godziny. Jeśli w godzinę ani oni, a oni nie wrócą wypływamy. - Powiedziałem a on szybko ruszył do tunelu. Na całe szczęście Apolkiny są obdarowane niezwykłą prędkością. - Przygotujmy statek do odpływu. Po ponad godzinie z tunelu wybiegli wszyscy.
-Gdzie Nils i Nico? - Spytał Jorge.
-Gdzieś tam. - Wskazałem las.
-Jak to się stało?
-Przeszukiwaliśmy każde pomieszczenie. W każdym był niesamowity burdel. Ostatnie było idealnie czyste. Regał z książkami był cały zakurzony, prócz jednej książki, która okazała się być dźwignią. Znaleźliśmy tajne przejście. Nils, Nico i Kolczek tam weszli. Chcieliśmy iść z nimi. Ale powiedzieli że nie wiadomo czy od wewnątrz można otworzyć przejście i że mamy czekać. Wreszcie usłyszałem walenie w regał od drugiej strony. Wypadli jak oparzeni. Kazali uciekać. Wielkie pająki, skorpiony i Karieni. Nico powiedział że mamy biec na statek a potem sprowadzić was. Tamci wiedzą tylko o istnieniu tej trójki. Powiedzieli że odciągną ich od nas. I że jeżeli po dwóch godzinach nie wrócą, mamy odpłynąć.
-Ile im zostało? - Spytała Leonia.
-Mniej niż godzina. - Odpowiedziałem
-A dokładniej czterdzieści pięć minut. - Powiedziała Loren. Czekaliśmy w wielkim napięciu. A gdy w końcu minęły dwie godziny, oni wciąż się nie pojawiali na horyzoncie.
-Może powinniśmy jeszcze chwilę zaczekać? - Spytała Leonia.
-Nie. - Powiedziałem a wszyscy na mnie spojrzeli. - Chociaż chciałbym. To muszę powiedzieć że nie możemy dłużej czekać. Musimy płynąć dalej. Statek Widmo już dawno odpłynął i jest daleko. Tutaj czai się inny wróg. Karieni. Nils zna ich bardzo dobrze. Podejrzewam że opowiedział wszystko Nico. Obaj wiedzieli że nie mają szans na przeżycie. Poświęcili się by ratować nas.
-Ale kazał czekać. - Powiedziała Olivia.
-Powiedział tak, bo nie chciał pogodzić się z myślą że taki jest koniec. Albo chciał po prostu mieć pewność, że gdy naprawdę zrobi się niebezpiecznie odpłyniemy. Oni nas uratowali. Od samego początku pewnie wiedzieli że nie przeżyją. Uciekli z pola walki by nas ostrzec. By nas uratować i poświęcić siebie.
-Ale tak nie może być. Przepowiednia mówiła że wróci osiem osób. Nie siedem. I że to nie jest jego ostatnia misja.
-Przeznaczenie można zmienić Loren. - Powiedziałem ze smutkiem. - Odpływamy. - Powiedziałem i spojrzałem w stronę lasu. Statek zaczął się powoli oddalać, gdy już miałem się odwrócić zauważyłem jak z lasu wybiegają nasi towarzysze. A za nimi czarne z szarymi plamami dwumetrowe stwory z czerwonymi oczami. - Żyją. - Powiedziałem cicho z niedowierzaniem.
-Co? - Spytał smutno Harry.
-Oni żyją! - Krzyknąłem a wszyscy od razu podbiegli do mnie. - Dajcie liny! Szybciej! Zdążycie! - Po chwili wraz z Jorge i Harrym wiązaliśmy liny do barierki. A chłopaki wraz z Apolkinem biegli ile sił. Choć było widać że są zmęczeni i słabi. Może nawet ranni. Gdy byli już blisko rzuciliśmy im. Kolczek złapał w zęby linę a Harry zaczął go wciągać. Nils złapał linę którą rzucił Jorge i też zaczął być wciągany. Nico nie zdołał złapać liny którą mu rzuciłem. Szybko wciągnąłem ją i jeszcze raz rzuciłem. Tym razem złapał ale jeden ze stworów rzucił w niego mieczem i trafił w lewą łydkę. Szybko zacząłem go wciągać.
-Jesteście cali na szczęście! - Krzyknęła Leonia.
-Zdążyliście! Dzięki o Bogowie! - Krzyknęła zza sterów Loren.
-Nie powiedziałbym że jesteśmy cali. - Powiedział Nico wyciągając miecz z łydki. A Merlock zaczął robić mu opaskę uciskową i razem z Jorge zabandażowali mu nogę. - To nie jedyna rana. Ale najpierw zajmijcie się nimi. Ucierpieli bardziej. - Powiedział po czym zemdlał.
-Jak Nils? - Spytałem.
-Nieprzytomny. Zemdlał od razu jak go wciągnęliśmy. Ma dwie strzały wbite w plecy, jedną złamaną w prawym udzie. kilka ran ciętych na plecach, brzuchu i rękach. - Powiedział Harry.
-Apolkin ma pięć dziur po strzałach. Więc chłopaki chyba mu je wyciągnęli. A jak Nico. - Spytała Olivia. - Zdjąłem ostrożnie jego koszulę.
-Cztery dziury po strzałach i trzy złamane strzały w klatce. Liczne rany ciętę od mieczy na całym ciele. Pod pokład z nimi. Trzeba ich opatrzyć. - Powiedziałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz