poniedziałek, 23 lutego 2015

ROZDZIAŁ 5 STATEK WIDMO

[NICO]


Płyniemy już dwa dni Apolkiny mówią że Trójząb został ukryty bardzo daleko. Jeszcze nawet w połowie drogi nie jesteśmy. Posejdon zesłał na nas jeszcze jeden dar. Potrafimy rozmawiać w myślach z tymi psiakami.
-Zurychy! - Krzyknęła Loren.
-Jak daleko?
-Nie wiem Funia, ale będziesz potrafiła je rozpoznać?
-Tak.
-Skąd wiesz? - Spytał Nils.
-Apolkiny je wyczuły. Nie będą potrafiły wskazać dokładnej osoby, ale wyczuwają je w pobliżu.
-Tam jest jakiś okręt. Zbliża się. Bardzo powoli. - Powiedziałem.
-Gdzie? - Spytała Funia.
-Tam. - Wskazałem ręką. - Nie widzicie? - Wziąłem lornetkę i spojrzałem przez nią by lepiej się mu przyjrzeć. Funia wzięła swoją lornetkę i również przez nią spojrzała.
-Ma rację.
-Jak to możliwe że zauważyłeś go bez lornetki? My go normalnie w ogóle nie widzimy. - Wzruszyłem ramionami.
-Nie wiem. Od zawsze mam dobry wzrok. To dziwne.
-Co takiego?
-Na pokładzie niema nikogo. Sam spójrz. - Powiedziałem podając Nilsowi lornetkę. - Funia idź i powiedz wszystkim żeby byli przygotowani do ataku w razie czego. Możliwe że to okręt Zurychów. I nie wychodźcie spod pokładu. My w trójkę tu zostaniemy. Powiedzcie pozostałym Apolkiną żeby również były przygotowane, ale niech żaden na razie się nie wychyla. Figlak zostanie z nami. - Funia pobiegła pod pokład do reszty, a za nią pobiegły Nurek i Kolczek.
-Serio myślisz że na tym okręcie są Zurychy?
-Nie wiem. Nie znam się. Jestem nowy. Ale wolę być przygotowany na wszystko. Powiedz mi co może zrobić dziesięciolatek?
-Niewiele.
-No właśnie. Pozostaje jeszcze jedna opcja.
-Jaka?
-To może być zwykły statek Śmiertelników. Zobaczą dzieciaki na okręcie. Czternastolatkę za sterem. Będą wiedzieli że coś jest nie tak. I będziemy mieć kłopoty. Ale jak na razie okręt jest bardzo daleko. Płynie bardzo wolno. My również płyniemy wolno.
-Niestety musieliśmy zwolnić, bo ...
-Wiemy Loren. - Posłała mi spojrzenie świadczące o tym że nie lubi jak jej się przerywa, a ja nie lubię jak ludzie się powtarzają. Wzruszyłem tylko ramionami. - Idź za ster. - Poszła bez sprzeciwu.

[NILS]


Ten dzieciak ma coś w sobie naprawdę. Gdy na niego patrze mam ciarki. Ciekawe od kogo jest? A może on jest jednym z wyjątkowych? Dzieckiem Półbogów. Takie dzieciaki mają wielką siłę. W sumie to jest duże prawdopodobieństwo że jest jednym z nich. Wykazuje zdolności nie pasujące tylko do jednego Boga. Mam podejrzenia co do tego czyja krew płynie w jego żyłach.
-Nils! - Nico pstryknął mi palcami przed oczami, a ja kilkakrotnie zamrugałem oczami.
-Co?
-Mówię do ciebie a ty mnie nie słuchasz.
-Przepraszam zamyśliłem się.
-Właśnie widziałem. Chciałem powiedzieć że jesteśmy już blisko tego okręt. Nie podoba mi się on. Jest w nim coś dziwnego. Otacza go zła aura.
-Co? Skąd wiesz?
-Czuję to. Cokolwiek tam jest. Jest potężne. Oprócz odoru Zurychów, na tym statku czuć coś jeszcze ale Figlak nie potrafi określić co to jest. Ale coś naprawdę bardzo potężnego.
-Coś potężnego? W rękach Zurychów? - Pokiwał głową. - I na pewno nie jest to Trójząb?
-Figlak od razu by go wyczuł.
-To w takim razie może być tylko jedno.
-Co takiego?
-Kamień Zen.
-Co?
-Zurychowie zdobyli go jakieś trzysta lat temu. Służy on do przejmowania kontroli nad ludzkimi umysłami. Mogą w nim grzebać. Zmieniać wspomnienia, wymazywać je, wpływać na nie. Jeśli Kamień znajduje się na tym okręcie to ten okręt to Statek Widmo. Jest chociaż go niema. Nie wolno nam wejść na ten pokład. Kto na niego wejdzie już nigdy z niego nie zejdzie. Figlak ostrzeż resztę i wróć do nas szybko. - Apolkin po chwili zniknął pod pokładem. - Musimy dobić do jakiejś wyspy. Na lądzie ich moc na nas nie działa.
-Gdzie tu znajdziesz wyspę?! - Ryknął na mnie Nico. - Widzisz jakąś w pobliżu?! Bo ja nie!
-Od dwóch dni nie natknęliśmy się na żadną wyspę, w pobliżu musi się jakaś znajdować. Loren!
-Co?! - Krzyknęła nie odchodząc od sterów.
-Jesteś morskim GPS'em wiesz gdzie jest najbliższa wyspa?
-Dość spory kawałek na północny zachód!
-Płyń tam!
-Ale ...
-Płyń! - Nie odezwała się już, a nasz okręt skręcił ostro w prawo i nabierał powoli prędkości. Silniki są już w znacznie lepszym stanie. Spojrzałem na drugi okręt. - Zmienił kurs. Płynie za nami. Nie dadzą nam spokoju póki ktoś,chociażby jedna osoba nie przejdzie na ich okręt. - Pobiegłem pod pokład do reszty. - Przygotujcie się do ataku. Pamiętajcie nie wolno wam opuścić naszego okrętu. Pod żadnym pozorem nie wchodźcie na tamten okręt. Kto na niego wejdzie, nigdy z niego nie zejdzie. Walczymy na naszym okręcie. Musimy się tu utrzymać póki nie dopłyniemy do brzegu. Harry, Merlock, Vini zajmijcie się działami. Olivia, Jorge bądźcie czujni, jak coś wbiegać na górę. Funia ukryj się z łukiem, strzelaj z ukrycia,nie daj się złapać ani podejść. Leonia będziesz bronić Loren która steruje. Apolkiny gdy pierwsi wrogowie wejdą na pokład wkraczacie do akcji. Ja i Nico również będziemy walczyć u góry. Chłopaki, gdy sytuacja będzie kryzysowa wejdźcie na górę nam pomóc, a działa zostawcie. Pierwszy strzał idzie na dziób gdy tylko znajdą się w polu rażenia. Ostrzelajcie go jak najmocniej. Jeśli ich okręt będzie w tragicznym stanie będą musieli się wycofać. A mogą dobijać tylko do jednego portu. Na Osmerdzie.
-Wyspa umarłych.
-Dokładnie Vini. A teraz na stanowiska. - Powiedziałem i wyszedłem na górę.
-Nico? Nico gdzie jesteś? - Rozejrzałem się, ruszyłem w stronę rufy, Nico szedł bardzo powoli w tamtą stronę. -Nico! - Zawołałem go. Podbiegłem do niego i szturchnąłem w rękę. - Ej Nico co robisz?
-Bardzo silna magia.
-Co?
-Zła. Silna. Opętana. Przyciągająca magia.
-Nico co jest z tobą?
-Opętanie magią, przez mgłę. Zielona mgła zła. Przyciąga dobro. Zabić. Zabić. Zabić. Zabić. - Spojrzał na mnie. Jego oczy świeciły jasną zielenią jak szmaragdy. To zły znak. Zaraz on mówił Zielona mgła? Opętanie przez mgłę? Przecież niema tu mgły. Zaraz ... Podbiegłem do barierki. Okręt otaczała zielona mgła. - Muszę zabić. - Odwróciłem się i w tym momencie Nico chwycił mnie za szyję i zaczął dusić.
-Nico ... To ja ... Nils ... Ej chłopie ... Przyjacielu ...
-Ja nie mam przyjaciół. Przyjaźń to zło. Zabija wszystko co złe w człowieku. Zło jest dobre. Zło jest siłą. Światem musi rządzić zło. - I dopiero teraz sobie uświadomiłem To nie jest Nico. Znaczy jest ale, został opętany przez Zurycha. Ale z takiej odległości mogą nawiązać połączenie? Odepchnąłem się z całej siły od barierki i uderzyłem głową Nico o ścianę. I jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Stracił przytomność.
-Vini! - Krzyknąłem, a po chwili pojawił się przy mnie. - Trzeba go przywiązać. Zabrać wszystkie ostre przedmioty, bronie. Jest opętany. Zajmij się nim. - Przerzucił sobie jego lewe ramię na barki i zaczął przenosić go pod pokład. - Hasana! Bobe mabotho a tloha! - Rzuciłem zaklęcie i zielona mgła zniknęła. To co powiedziałem znaczy "Rozproszenie! Złe moce odejdźcie!" Ja jako syn Hekate znam zaklęcia we wszystkich językach. Ten jest starodawny bardzo rzadko używany, ale najbardziej skuteczny. Pobiegłem pod pokład. - Leonia na górę! Broń Loren!
-Wypuśćcie mnie! Ten okręt to zło! Zniszczenie! Jesteście Niszczycielami! Rozwiążcie mnie! Jak tylko się uwolnię wypruję wam flaki! - Nico darł się cały czas. Wygrażał nam. Kazał się uwolnić. Dziwne że już odzyskał przytomność. Całe szczęście że zdążyli go przywiązać.
-Ignorujcie go. Zakneblujcie jeśli to konieczne. - Powiedziawszy to podszedłem następnie do niego i powiedziałem. - Wybacz, ale teraz ja tu dowodzę.
-Nils.
-Co?
-Są już blisko. - Podbiegłem szybko do armaty i wyjrzałem przez okienko.
-Czekaj. Jeszcze nie. Teraz. - Powiedziałem i Vini odpalił działo. - Jeszcze raz. - Załadował armatę ponownie i kolejny raz wystrzelił. - Harry dołącz. Obydwoje naraz. - Dwa strzały poszły. - Jeszcze raz. - Kolejne wystrzały z armaty. - Merlock i ty teraz. - Strzał poszedł później od pozostałych, ale to nic. - W trójkę jeszcze raz. - Wystrzelili i od razu załadowali następną kulę. - I jeszcze raz. Dobra strzelajcie cały czas dopóki są naprzeciwko. Reszta rusza. Nie dajcie się złapać. Pilnować Nico i Loren. Dwie najważniejsze osoby na tym pokładzie. - Wbiegłem na górny pokład a za mną reszta. Zurychowie, umarlaki, zombie, szkielety, duchy, widma już wdzierały się na nasz pokład. - Do broni! Za Olimp i Olimpijczyków!
-I za Herosów! - Krzyknął Jorge.

I tak zaczęliśmy walkę z nieumarłymi oraz ich Panami Zurychami. Szkieletorów były trzy rodzaje, jedne z białej kości, drugie z brązowej, a trzecie z czarnej. Każdy uzbrojony był w hełm i szable, niektóre miały tarcze, a niektóre miały tylko łuk. Duchy niektóre były błękitne, a niektóre jasno zielone. Duchy można pokonać tylko za pomocą zatrutego ostrza. Na szczęście Korin pomyślał o tym i każdy z nas miał takie przy sobie. Z zatrutego ostrza zazwyczaj ulatuje ciemno zielona smużka dymu. tym się charakteryzują. Widma są o wiele straszniejsze ciemno fioletowe, granatowe i ciemno zielone, ciemniejsze od zatrutego ostrza i tym właśnie ostrzem również tylko można pokonać widma. Zombie, zielone z dziurami na ciele, zgniłymi ciałami. Obrzydliwe. No i Zurychowie, na pozór przypominają człowieka, ale jak się przyjrzysz ich twarzom zobaczysz na ich lewym policzki brązowe znamię. Litera Z w kółku, które znajduje się w trójkącie, który okala kolczaste koło.

-Leonia, Olivia! Ze mną! - Krzyknąłem i podbiegłem podpokład.
-Co chcesz zrobić?
-Musimy zdjąć z niego urok. Teraz, albo nigdy. - Stanęliśmy przed Nico, który wciąż darł się w niebo głosy żeby go uwolnić i odwiązać od filara. Ja  stanąłe na przeciwko Nico, Leonia stanęła z mojej prawej, a Olivia z lewej.
-Tlohela moea oa e sa hloekang. Tlohela eena feela. Theola 'mele. Tsoa. Tlohela moea oa e sa hloekang. Tlohela eena feela. Theola 'mele. Tsoa. Tlohela moea oa e sa hloekang. Tlohela eena feela. Theola 'mele. Tsoa.Tlohela moea oa e sa hloekang. Tlohela eena feela. Theola 'mele. Tsoa. - W końcu z ust Nico uniosła się zielono, szaro, fioletowa mgiełka, a on sam przestał się drzeć.
-C-co jest? Strasznie boli mnie głowa. I hej! Dlaczego jestem przywiązany?!
-Zostałeś opętany.
-Że co?
-Później ci wytłumaczę teraz musisz pomóc nam walczyć. - Wszyscy wybiegliśmy na pokład i dołączyliśmy do walki.

Po dość długim czasie, nie wiem ile minęło, godzina? Może więcej. Wszyscy byliśmy już wyczerpani, ale nie poddawaliśmy się. Na horyzoncie było widać już wyspę.

Gdy byliśmy już naprawdę blisko wyspy, jeden z Zurychów złapał Funie i zaczął ciągnąć ją na okręt.
-Nieeeeee!  Funia! - Nico zaczął krzyczeć i biec w jej stronę.
-Nico nie! Bo wciągną i ciebie! - Pobiegłem w jego stronę.
-Dajcie spokój! Zostawcie mnie i ratujcie siebie! Mam naprawdę zajebistych przyjaciół! Dziękuję! Żegnajcie! - Funia krzyczała do nas wszystkich. W ostatniej chwili złapałem Nico. Jeszcze chwila i wskoczyłby na tamten okręt. W tej chwili dobiliśmy do skalnego klifu wyspy. Loren szybko rzuciła kotwicę i kazała wszystkim zejść na ląd, więc tak uczyniliśmy. A ja ciągnąłem za sobą Nico.
-Nie! Dlaczego?!
-Nico, tak mi przykro. - Olivia położyła dłoń na plecach Nico dla pocieszenia.
-Do wyspy dobije dziewięciu. Spełniło się. - Powiedziałem ze smutkiem. - Wiedzieliśmy że kogoś stracimy. - Wszyscy pogrążyliśmy się w smutku. Straciliśmy przyjaciółkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz